Ostatni tydzień dał nieźle popalić inwestorom i giełdowy potwór pożarł moje zyski :(
I z tego co widzę to nie były giełdowe rekiny.. to bardziej przypominało żarłoczne piranie ;)
No cóż, chyba po tym tygodniu przestanę się przyjaźnić z dewizą "kupuj gdy leje się krew", za to przytulę do siebie dwie inne "if panic - panic first" i "trend is your friend". Prawdę mówiąc, gdybym stosował pierwszą regułę przez cały okres inwestowania, to dziś wyraźnie byłbym na plusie, ucinając straty póki były małe. Z drugiej strony, wielokrotnie wcześniej uczyłem samego siebie by nie panikować, ale to też właśnie dlatego, że panikowałem zawsze jako ostatni, gdy inni już budowali portfel pod zbliżające się wzrosty.
Spoglądając na skład portfela po poprzednim tygodniu, widać, że brakuje w nim JSW, dla którego wyraźnie straciłem cierpliwość. Szkoda, że tak późno. Popełniłem błąd zapisując się na to, kolejny nie sprzedając powyżej ceny zakupu, mimo tego, że przecież oczywisty był spadek po szybkim zakończeniu działań stabilizacyjnych na kursie spółki. Błąd za błędem i przyszedł czas powiedzieć pa pa.
Tak więc w portfelu pozostało PKO i tutaj ciśnienia aż takiego nie ma. Mimo to myślę, że sprzedam spółkę w czasie korekty spadków i będę w najbliższym czasie obserwował rynek z boku. Nie mówię, może jakaś spekulacja się również zdarzy, ale raczej nastawię się na obserwację, a dlaczego? Chyba oczywiste, ale pozwolę sobie mimo to poświęcić temu wpis.. następny :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz